niedziela, 28 października 2012
wtorek, 16 października 2012
One - Hi, I'm Sam.
Zwykły wtorkowy poranek, tylko już nie taki sam. Nie jest
już taki jak kiedyś. Nie ma mamy, taty ani.. Ani mojej byłej dziewczyny Jess. Nie żyje od jakiegoś tygodnia, a teraz? Teraz
wróciłem do polowania po dwóch latach. Właśnie siedzę w aucie z Dean’em,
dobrze, że już wszystko w porządku po tym porażeniu prądem. Załatwiliśmy już
kilka demonów w tym Krwawą Marry, od tamtego czasu wiem, że to nie moja wina, że Jessica nie żyje. Chociaż nadal myślę, że to nie był
przypadek, stało się to samo co dwadzieścia lat temu z naszą mamą.. To na pewno
nie był przypadek.
-Co znowu? – Z moich przemyśleń wyrwał mnie chrypki głos brata.
-Nie nic – przeczesałem ręką moje rozczochrane włosy.
-Przecież widzę, znam cię nie od dziś Sammy.
-Nie mów tak do mnie. Nie jestem Sammy. Mam 23 lata i na imię Sam – warknąłem znacząco.
-Dla mnie i tak będziesz zawszę małym, słodkim Sammy’m – zaśmiał się arogancko. Nie lubiłem kiedy to robił czułem się taki, um bezradny? Nie wiedziałem jak się odgryźć. – A więc o czym myślałeś?
-O niczym. Gdzie jedziemy teraz? – Zmieniłem temat.
-Jakieś dziwne miasteczko – rozejrzał się przez przednią szybę. – Ci ludzie – zamyślił się. – Są jacyś dziwni.
-Każdy jest dziwny na swój sposób – wzruszyłem ramionami, jednak coś przykuło moją uwagę. – Widzisz tą dziewczynę – wskazałem palcem niewysoką brunetkę idącą ulicą ze spuszczoną głową.
-Ta brunetka? – Podniósł lewą brew do góry.
-Tak, wszyscy ci ludzie idą w jej stronę.
-I co z tego? – Mruknął.
-Przecież mogą jej coś zrobić?! – Prawie krzyknąłem.
-To są ludzie – zaśmiał się lecz za chwilę już nie było tak wesoło. – Ja pierdole! Sam to chyba nie są ludzie, wciągaj ją do auta – zjechał na bok a ja wysiadłem z auta i razem z nowopoznaną dziewczyną usiadłem na tylnych siedzeniach. Dean ruszył z piskiem opon i po chwili byliśmy już za miastem. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę, zapytać czy wszystko w porządku? Jak się nazywa? Kim byli ci ludzie?
-Dobra – powiedziałem cicho, a dziewczyna spojrzała na mnie. Miała śliczne brązowe oczy w których momentalnie utonąłem. – Uh, jestem Sam, a ty?
-Sophy – odpowiedziała i wtuliła się w mój bok.
-Co się dzieje w tym miasteczku? – objąłem ją ręką.
-Raczej mi nie uwierzysz – zaśmiała się pod nosem.
-Zdziwiła byś się – odparł Dean.
-Ah no tak, bracia Winchester – uśmiechnęła się.
-Znasz nas? – Zapytałem.
-No jasne, całe niebo o was mówi – odparła.
-Niebo? – Byłem coraz bardziej zdziwiony.
-Tak – uśmiechnęła się. – Jestem aniołem – w tym momencie Dean parsknął śmiechem.
-Aniołem? – Powtórzyłem.
-Tak.
-Dlaczego więc bałaś się tamtych ludzi?
-To demony, a ja nie mam takiej mocy jak Castiel.
-Castiel?
-Wy go jeszcze nie znacie? A tak! To jeszcze nie czas.
-Nie rozumiem.
-Nie musisz – uśmiechnęła się. – Wszystko w swoim czasie.
-Jasne – odparłem a reszta drogi do hotelu w Chicago minęła w ciszy.
-Co znowu? – Z moich przemyśleń wyrwał mnie chrypki głos brata.
-Nie nic – przeczesałem ręką moje rozczochrane włosy.
-Przecież widzę, znam cię nie od dziś Sammy.
-Nie mów tak do mnie. Nie jestem Sammy. Mam 23 lata i na imię Sam – warknąłem znacząco.
-Dla mnie i tak będziesz zawszę małym, słodkim Sammy’m – zaśmiał się arogancko. Nie lubiłem kiedy to robił czułem się taki, um bezradny? Nie wiedziałem jak się odgryźć. – A więc o czym myślałeś?
-O niczym. Gdzie jedziemy teraz? – Zmieniłem temat.
-Jakieś dziwne miasteczko – rozejrzał się przez przednią szybę. – Ci ludzie – zamyślił się. – Są jacyś dziwni.
-Każdy jest dziwny na swój sposób – wzruszyłem ramionami, jednak coś przykuło moją uwagę. – Widzisz tą dziewczynę – wskazałem palcem niewysoką brunetkę idącą ulicą ze spuszczoną głową.
-Ta brunetka? – Podniósł lewą brew do góry.
-Tak, wszyscy ci ludzie idą w jej stronę.
-I co z tego? – Mruknął.
-Przecież mogą jej coś zrobić?! – Prawie krzyknąłem.
-To są ludzie – zaśmiał się lecz za chwilę już nie było tak wesoło. – Ja pierdole! Sam to chyba nie są ludzie, wciągaj ją do auta – zjechał na bok a ja wysiadłem z auta i razem z nowopoznaną dziewczyną usiadłem na tylnych siedzeniach. Dean ruszył z piskiem opon i po chwili byliśmy już za miastem. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę, zapytać czy wszystko w porządku? Jak się nazywa? Kim byli ci ludzie?
-Dobra – powiedziałem cicho, a dziewczyna spojrzała na mnie. Miała śliczne brązowe oczy w których momentalnie utonąłem. – Uh, jestem Sam, a ty?
-Sophy – odpowiedziała i wtuliła się w mój bok.
-Co się dzieje w tym miasteczku? – objąłem ją ręką.
-Raczej mi nie uwierzysz – zaśmiała się pod nosem.
-Zdziwiła byś się – odparł Dean.
-Ah no tak, bracia Winchester – uśmiechnęła się.
-Znasz nas? – Zapytałem.
-No jasne, całe niebo o was mówi – odparła.
-Niebo? – Byłem coraz bardziej zdziwiony.
-Tak – uśmiechnęła się. – Jestem aniołem – w tym momencie Dean parsknął śmiechem.
-Aniołem? – Powtórzyłem.
-Tak.
-Dlaczego więc bałaś się tamtych ludzi?
-To demony, a ja nie mam takiej mocy jak Castiel.
-Castiel?
-Wy go jeszcze nie znacie? A tak! To jeszcze nie czas.
-Nie rozumiem.
-Nie musisz – uśmiechnęła się. – Wszystko w swoim czasie.
-Jasne – odparłem a reszta drogi do hotelu w Chicago minęła w ciszy.
Jak wam się podoba pierwszy rozdział? :)
Nie wyszedł do końca taki jak chciałam, ale nie jest źle. Drugi rozdział będzie za 5 - 6 dni. Chcę was trochę przytrzymać :D. Ah i ten 2 rozdział planuję napisać 3 miesiące później jak Dean już wraca z piekła. Ale to zobaczę:).
Proszę o komentarze, to mnie bardzo motywuje :)
niedziela, 14 października 2012
prolog
…Winchester… Fajne nazwisko, nie? Jesteśmy z niego cholernie
dumni. Chociaż kłopotów nam przez to nie brak. Mam na imię Dean. Skąd pochodzę?
Nawet nie pytajcie, nie mam pojęcia skąd jestem. Odkąd pamiętam często
zmienialiśmy miejsce zamieszkania. O ile można to tak nazwać. Nie byliśmy nigdy
zarejestrowani, cały czas tylko: hotele, hotele i hotele. Nie miałem łatwego
dzieciństwa, nie grałem w piłkę kiedy miałem ochotę, nie bawiłem się z
rówieśnikami. Zawsze byłem traktowany jak dorosły, takiego też udawałem.
Pomagałem tacie, od początku wiedziałem czym on się zajmuje.. Był „łowcą”. Niszczył
demony, duchy, zombie itp. Może to mało wiarygodne, ale tak, to był zawód
mojego ojca. Teraz ja i Sam chcemy dokończyć robotę za niego i ocalić świat.
Mój mały braciszek Sammy. No już taki mały nie jest, ma 23 lata. Jestem od
niego starszy o 3 lata. Jaki jest Sam? Według wielu dziewczyn jestem
przystojny, zajebisty i dużo by tu wymieniać, ale ja uważam, że to Sam jest ten
„lepszy”. Dlaczego? To proste, ja jestem typowym podrywaczem a on? To ten
opiekuńczy, słodki tak przynajmniej uważała Sophy. Ona jest cudowna, może dlatego, że jest
aniołem? Nie, to nie jest tani podryw. Sophy jest wysłanniczką niebios tak jak
i mój przyjaciel Castiel. Tak, ja Dean słynny podrywacz zakochałem się, ale nie
jestem jej wart. Uratowaliśmy jej życie, ale to długa historia i o tym też się
dowiecie. Tak jak i Bobbie, Sophy pomaga nam ze wszystkim, najbardziej się zna
na demonach, czarach itd. Ona także znajdzie się w naszych opowieściach, o
naszym życiu, życiu bohaterów? Tak, bohaterów Sam’a i Dean’a.
____________________________________________
Mam nadzieję, że przyciągnęłam waszą uwagę tym prologiem :). Uwielbiam ten serial więc postanowiłam, że napiszę na jego podstawie opowiadanie. Nie bójcie się, nie będzie zerżnięte na żywca. Będą moje wątki które mogą się nie zgadzać z serialem jak na przykład Sophy.
zapraszam do komentowania and...
MIŁEGO CZYTANIA GUYS! x
____________________________________________
Mam nadzieję, że przyciągnęłam waszą uwagę tym prologiem :). Uwielbiam ten serial więc postanowiłam, że napiszę na jego podstawie opowiadanie. Nie bójcie się, nie będzie zerżnięte na żywca. Będą moje wątki które mogą się nie zgadzać z serialem jak na przykład Sophy.
zapraszam do komentowania and...
MIŁEGO CZYTANIA GUYS! x
Subskrybuj:
Posty (Atom)
