wtorek, 16 października 2012

One - Hi, I'm Sam.



Zwykły wtorkowy poranek, tylko już nie taki sam. Nie jest już taki jak kiedyś. Nie ma mamy, taty ani.. Ani mojej byłej dziewczyny Jess.  Nie żyje od jakiegoś tygodnia, a teraz? Teraz wróciłem do polowania po dwóch latach. Właśnie siedzę w aucie z Dean’em, dobrze, że już wszystko w porządku po tym porażeniu prądem. Załatwiliśmy już kilka demonów w tym Krwawą Marry, od tamtego czasu wiem,  że to nie moja wina, że Jessica nie  żyje. Chociaż nadal myślę, że to nie był przypadek, stało się to samo co dwadzieścia lat temu z naszą mamą.. To na pewno nie był przypadek.
-Co znowu? – Z moich przemyśleń wyrwał mnie chrypki głos brata.
-Nie nic – przeczesałem ręką moje rozczochrane włosy.
-Przecież widzę, znam cię nie od dziś Sammy.
-Nie mów tak do mnie. Nie jestem Sammy. Mam 23 lata i na imię Sam – warknąłem znacząco.
-Dla mnie i tak będziesz zawszę małym, słodkim Sammy’m – zaśmiał się arogancko. Nie lubiłem kiedy to robił czułem się taki, um bezradny? Nie wiedziałem jak się odgryźć. – A więc o czym myślałeś?
-O niczym. Gdzie jedziemy teraz? – Zmieniłem temat.
-Jakieś dziwne miasteczko – rozejrzał się przez przednią szybę. – Ci ludzie – zamyślił się.  – Są jacyś dziwni.
-Każdy jest dziwny na swój sposób – wzruszyłem ramionami, jednak coś przykuło moją uwagę. – Widzisz tą dziewczynę – wskazałem palcem niewysoką brunetkę idącą ulicą ze spuszczoną głową.
-Ta brunetka? – Podniósł lewą brew do góry.
-Tak, wszyscy ci ludzie idą w jej stronę.
-I co z tego? – Mruknął.
-Przecież mogą jej coś zrobić?! – Prawie krzyknąłem.
-To są ludzie – zaśmiał się lecz za chwilę już nie było tak wesoło. – Ja pierdole! Sam to chyba nie są ludzie, wciągaj ją do auta – zjechał na bok a ja wysiadłem z auta i razem z nowopoznaną dziewczyną usiadłem na tylnych siedzeniach. Dean ruszył z piskiem opon i po chwili byliśmy już za miastem. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę, zapytać czy wszystko w porządku? Jak się nazywa? Kim byli ci ludzie?
-Dobra – powiedziałem cicho, a dziewczyna spojrzała na mnie. Miała śliczne brązowe oczy w których momentalnie utonąłem. – Uh, jestem Sam, a ty?
-Sophy – odpowiedziała i wtuliła się w mój bok.
-Co się dzieje w tym miasteczku? – objąłem ją ręką.
-Raczej mi nie uwierzysz – zaśmiała się pod nosem.
-Zdziwiła byś się – odparł Dean.
-Ah no tak, bracia Winchester – uśmiechnęła się.
-Znasz nas? – Zapytałem.
-No jasne, całe niebo o was mówi – odparła.
-Niebo? – Byłem coraz bardziej zdziwiony.
-Tak – uśmiechnęła się. – Jestem aniołem – w tym momencie Dean parsknął śmiechem.
-Aniołem? – Powtórzyłem.
-Tak.
-Dlaczego więc bałaś się tamtych ludzi?
-To demony, a ja nie mam takiej mocy jak Castiel.
-Castiel?
-Wy go jeszcze nie znacie?  A tak! To jeszcze nie czas.
-Nie rozumiem.
-Nie musisz – uśmiechnęła się. – Wszystko w swoim czasie.
-Jasne – odparłem a reszta drogi do hotelu w Chicago minęła w ciszy.

 
________________________________________
Jak wam się podoba pierwszy rozdział? :)
Nie wyszedł do końca taki jak chciałam, ale nie jest źle. Drugi rozdział będzie za 5 - 6 dni. Chcę was trochę przytrzymać :D. Ah i ten 2 rozdział planuję napisać 3 miesiące później jak Dean już wraca z piekła. Ale to zobaczę:).
Proszę o komentarze, to mnie bardzo motywuje :)

2 komentarze: